Konsekwencje śmierci Stanisława Pyjasa
>> tekst napisany w dniu 30/09/2011, opublikowany w oryginale na http://niewygodne.info.pl
Prof. Zdzisław Marek - na podstawie opinii, którego w 1977 roku uznano, że Stanisław Pyjas zmarł w wyniku upadku z wysokości (nieszczęśliwy wpadek), a nie pobicia czy zastrzelenia (morderstwo) - w 1991 roku został pozbawiony katedry profesorskiej za "naruszenie norm etycznych w działalności opiniodawczej". Wynikało to z faktu odmowy przez prof. Marka wydania obdukcji lekarskiej studentom pobitym przez milicję w 1989 roku. Warto także wspomnieć o sytuacji z 1990 roku, kiedy prof. Marek - nie wiedząc, że jest nagrywany - stwierdził trzykrotnie: "To jasne, że ktoś dał Pyjasowi w mordę". Nagranie to umieszczone zostało w audycji Polskiego Radia. W 1991 roku specjaliści z Zakładu Medycyny Sądowej w Lublinie oraz Śląskiej Akademii Medycznej podważyli ustalenia biegłych z 1977 roku i w oficjalnej ekspertyzie uznali, że Pyjas zmarł w wyniku pobicia, a ciało prawdopodobnie zostało podrzucone na miejsce jego znalezienia (innymi słowy - nie był to nieszczęśliwy wypadek).
Kilka miesięcy po śmierci Pyjasa zmarł Stanisław Pietraszko - który jako ostatni widział Pyjasa i towarzyszącego mu osobnika, na kilka godzin przed śmiercią tego pierwszego. Na podstawie zeznań Piertraszki sporządzony został portret pamięciowy człowieka, który szedł razem z Pyjasem. Pietraszko, w noc swojej śmierci, wyszedł na chwilę z namiotu, gdzie grał z kolegami w karty. Nie wrócił. Został znaleziony utopiony w Zalewie Solińskim. Co ciekawe w momencie odnalezienia jego ciała miał na sobie czepek pływacki i kąpielówki. Kontrastuje to mocno z faktem, że Pietraszko nie potrafił pływać i do tego panicznie bał się wody.
Niedługo po tych wydarzeniach, Marian Węclewicz - bokser, będący także agentem SB - zdradził po pijanemu swojemu koledze (który okazał się być także agentem SB), że ciągle nie otrzymał wypłaty za udział w zabójstwie Pyjasa. Raport z tej rozmowy trafił do odpowiednich ludzi ze służb (do dziś znajduje się w archiwum IPN). Wkrótce po tym Węclewicz zginął. Oficjalnie śmierć nastąpiła w wyniku... upadku ze schodów.
Źródło informacji: artykuł Bronisława Wildsteina pt.: "PRL jako wypadek" opublikowany w tygodniku "Uważam Rze" (nr 34/2011, s. 35-37)
Prof. Zdzisław Marek - na podstawie opinii, którego w 1977 roku uznano, że Stanisław Pyjas zmarł w wyniku upadku z wysokości (nieszczęśliwy wpadek), a nie pobicia czy zastrzelenia (morderstwo) - w 1991 roku został pozbawiony katedry profesorskiej za "naruszenie norm etycznych w działalności opiniodawczej". Wynikało to z faktu odmowy przez prof. Marka wydania obdukcji lekarskiej studentom pobitym przez milicję w 1989 roku. Warto także wspomnieć o sytuacji z 1990 roku, kiedy prof. Marek - nie wiedząc, że jest nagrywany - stwierdził trzykrotnie: "To jasne, że ktoś dał Pyjasowi w mordę". Nagranie to umieszczone zostało w audycji Polskiego Radia. W 1991 roku specjaliści z Zakładu Medycyny Sądowej w Lublinie oraz Śląskiej Akademii Medycznej podważyli ustalenia biegłych z 1977 roku i w oficjalnej ekspertyzie uznali, że Pyjas zmarł w wyniku pobicia, a ciało prawdopodobnie zostało podrzucone na miejsce jego znalezienia (innymi słowy - nie był to nieszczęśliwy wypadek).
Kilka miesięcy po śmierci Pyjasa zmarł Stanisław Pietraszko - który jako ostatni widział Pyjasa i towarzyszącego mu osobnika, na kilka godzin przed śmiercią tego pierwszego. Na podstawie zeznań Piertraszki sporządzony został portret pamięciowy człowieka, który szedł razem z Pyjasem. Pietraszko, w noc swojej śmierci, wyszedł na chwilę z namiotu, gdzie grał z kolegami w karty. Nie wrócił. Został znaleziony utopiony w Zalewie Solińskim. Co ciekawe w momencie odnalezienia jego ciała miał na sobie czepek pływacki i kąpielówki. Kontrastuje to mocno z faktem, że Pietraszko nie potrafił pływać i do tego panicznie bał się wody.
Niedługo po tych wydarzeniach, Marian Węclewicz - bokser, będący także agentem SB - zdradził po pijanemu swojemu koledze (który okazał się być także agentem SB), że ciągle nie otrzymał wypłaty za udział w zabójstwie Pyjasa. Raport z tej rozmowy trafił do odpowiednich ludzi ze służb (do dziś znajduje się w archiwum IPN). Wkrótce po tym Węclewicz zginął. Oficjalnie śmierć nastąpiła w wyniku... upadku ze schodów.
Źródło informacji: artykuł Bronisława Wildsteina pt.: "PRL jako wypadek" opublikowany w tygodniku "Uważam Rze" (nr 34/2011, s. 35-37)
Komentarze
Prześlij komentarz